Pierwsza Rocznica odejścia „Piachola”

Published by admin on

Wspomnienie o Dowódcy 1. Eskadry Lotniczej w 1. PLM 🇵🇱

Dzisiaj wspominamy Śp. mjr rez. pil. Ireneusza PIASECKIEGO, który od roku wykonuje swoje zadania w „Błękitnej Eskadrze”. Pilot 1.Pułk Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa” OPK 1943-2000🇵🇱 Dowódca Eskadry, był pilotem prowadzącym w grupie pokazowej na samolotach MiG-29.

Jeśli mamy wspomnieć tak wspaniałego lotnika i niezwykłego oficera, to najlepszym sposobem jest wspomnienie jego dokonań i jego zespołu pokazowego, opisanego w książce Pana Generała broni pilota Jerzego GOTOWAŁY – „PODNIEBNY BALET”.

„Kpt. pil. Ireneusz Piasecki ściągnął na siebie z wyczuciem drążek sterowy i pozwolił maszynom wyskoczyć w powietrze na tysięcznym metrze mińskiego pasa startowego, wprowadzając w drżenie zabudowania i betonową płaszczyznę pod stopami obserwatorów. Trzy dwudziestki dziewiątki szły tuż za nim, nie odstępując go nawet o metr. Osiem czarnych smug znaczyło ich lot, kiedy wzbijali się w górę. Ogień z dopalaczy wyglądał po starcie jak małe pomarańczowe słoneczka. Ledwo wciągnęli podwozie, gdy już obracali się w przeciwnym kierunku w efektownym zwrocie bojowym w prawo, rycząc silnikami na pełnym dopalaniu, że nie można było wytrzymać. Gwałtowny zwrot położył całą czwórkę na prawe skrzydła. Zamglony horyzont przecinał teraz przednie szyby kabin niemal pod kątem prostym. …

Formacja zdusiła dopalanie, chwilę szła jeszcze w górę ciasnym zwrotem bojowym, gdy ten ośmiusetdziesięciometrowy pułap chmur zadowolił prowadzącego. Było to niczym cud, na który litościwa natura w końcu się zdecydowała. Piasecki uznał, że zrobią normalkę, cały pilotaż jak zaplanowali. Szczupły, wąski nos MiGa był niemal czterdzieści stopni nad horyzontem, w najdogodniejszej pozycji, by zmienić położenie. Zaraz zdecydowanie pogłębili przechył, gładko przeszli przez plecy i spadali w dół zupełnie cisi, niemi. Chmury wisiały teraz nieco wyżej niż się spodziewali. Ten przerażający huk silników zamarł gdzieś w chmurach, znikł zupełnie, zginął, rozproszył się i w dół na tle szarego horyzontu leciały jedynie cztery przepięknie skrojone, czarne sylwetki. Cztery myśliwce wychodziły z nurkowania zwartym szykiem skrzydło w skrzydło.

Nie wyrównywali w dole, a natychmiast podnieśli samoloty do pętli z przeciążeniem, od którego zaczęło mrowić w oczach, choć bez włączania zakresu dopalania.

Piasecki przesunął dźwignie sterowania obu silników do dziewięćdziesięciu pięciu jedynie procent, zostawiając pozostałe pięć do dyspozycji prowadzonych. Uciskowe komory kombinezonów wokół talii, ud i łydek zmusiły krew, by z powrotem napłynęła do głowy, chroniąc pilotów przed utratą przytomności. Siła odśrodkowa wcisnęła zamykającego romb Tarnawskiego w fotel katapultowy. Czując aż pięciokrotnie zwiększony ciężar swego ciała, z polem widzenia zredukowanym do odrzutowych dysz samolotu Piaseckiego, Tarnowski cały czas wybierał drążek sterowy. Odrobinę uniósł dziób MiGa i leciutko musnął dźwignie ciągu, by nie stracić pozycji. Od razu zarejestrował podwyższenie tonu silników i poczuł przez plecy ich moc wibrującą w płaskim kadłubie samolotu.

Wreszcie siła odśrodkowa zaczęła słabnąć, pole widzenia rozszerzyło się również na samoloty Wojtaszczyka i Łubowskiego i uśmiechnął się pod maską triumfalnie, kiedy z przeciw przeciążeniowego kombinezonu uszło powietrze. Teraz bez trudu utrzymywał się na ogonie samolotu prowadzącego.

Tym razem Piasecki pociągnął do immelmana. Wskaźnik znów skoczył na piątkę i przeciw przeciążeniowe kombinezony w sekundę ponownie wypełniły się sprężonym powietrzem. Będąc u góry, darli podstawę chmur brzuchami samolotów. Ledwo płytką półbeczką wyszli do lotu poziomego, gdy niemal przed nosem wyrosła im ciemna chmura. Piasecki nie zawahał się ani o sekundę i już spadali znowu w dół.

Urwał się grzmot silników. Zamilkł. Przepaść ciągnęła ich do siebie z szaloną, wciąż rosnącą, prędkością. Ziemia leciała ku nim twarzą w twarz. Łubowski zdziwił się, że tak blisko pod nimi są kwadratowe pudełka domów pobliskiego Janowa, zobaczył pranie suszące się na balkonach i odniósł wrażenie, że ogląda teren jak pod mikroskopem. Czując bliskość ziemi, rozpoczęli spokojne wyrównywanie i tuż nad głowami widzów milczące chwilowo strzały znów skoczyły w szarość nieba. …

Wtedy Piasecki pociągnął do beczki. Ziemia stanęła na chwilę dęba, śmignęła po łuku i kolisto ruszyła dookoła kabin. Piasecki dobrnął do szczytu górki, przewinął ich przez plecy niemal dotykając chmur i ruszył do przewrotu, z którego jedna para za drugą poszły do lądowania. Wylądowali po przewrocie delikatnie jak piórko. …

I kiedy dwudzieste dziewiąte dotykają kołami betonu pasa ręce same składają się do oklasków.”

Blue Sky Majorze

Zdjęcia: Wojtek MATUSIAK dzięki:

1.Pułk Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa” OPK 1943-2000

Fundacja Historyczna Lotnictwa Polskiego